close



 

Warszawa 10 04 2010

O katastrofie dowiedziałem się z samego rana. Była sobota, ale pojechałem do pracy, a potem do Śródmieścia pod Pałac Prezydencki. I jeździłem tam przez kilka dni. Była to jakaś dziwna i niezrozumiała sytuacja, ale w końcu takie rzeczy nie zdarzają się codziennie. Ludzie za wszelką cenę starali się dostać przed Pałac Prezydencki i zobaczyć co się tam wydarzy. Tam niestety nie działo się nic. Na latarniach wisiały całe pęki świeżych kwiatów. Mieszkańcy przyjeżdżali na Krakowskie przedmieście, aby zapalić znicze, które zostawiali na chodnikach. Potem zniczy było już tak wiele, że nie było szans, aby znaleźć miejsce na kolejne światełko. Sytuację opanowali harcerze a wkrótce, pojawiły się telebimy. Ostatnie zdjęcia, jakie zrobiłem w tym czasie to te gigantycznej kolejki chętnych, którzy chcieli oddać ostatni hołd parze prezydenckiej. Nie byłem wszędzie, ale wydaje mi się, że uchwyciłem klimat tamtych dni.





Imię / nick
Treść komentarza