Na mchu jadali
Teraz takie naszli czasy, że jak na zdjęciu zamiast obrazka nie stoi napis „Uwaga!” albo „Pilne!”, lub coś w tym stylu to oznacza to, że artykuł nie jest wart, aby w niego wejść. Sam tytuł też musi być kontrowersyjny i niejednoznaczny a do tego musi wywołać, jeśli nie strach to co najmniej zaniepokojenie potencjalnego czytelnika. Mam już swoje lata i nieco brzydzę się takimi metodami nie mniej, chcąc utrzymać się na powierzchni, jestem zmuszony stosować podobne praktyki. Ale do brzegu.
Nie od dzisiaj wiadomo, że klimat się zmienia. Spójrzmy obiektywnie na ten kończący się rok. Zima może nie była sroga i śnieżna, ale nie była też łagodna a w lutym, temperatura spadała często poniżej dziesięciu kresek względem zera. Wszyscy czekali na gorące lato wiosną a tu lipton, okazało się bowiem, że nie tylko był zimny marzec, ale również i kwiecień a po nieco cieplejszym długim weekendzie majowym temperatura wróciła do umiarkowanie zimnej. Przebłysk gorąca był w drugiej połowie sierpnia, jednak nie wszędzie i jak w Warszawie było prawie czterdzieści stopni to na wybrzeżu wczasowicze, jak by mogli, to by wskoczyli w zimowe ciuchy.

Zresztą widok wczasowiczów spędzających latem wakacje nad morzem, chodzących w zimowych czapkach nie był rzadkim widokiem. Pod koniec lata pierwszy raz w tym stuleciu a dokładnie w połowie września w większości bloków w Warszawie zostało włączone centralne ogrzewanie a kaloryfery, zrobiły się całkiem gorące. Jedynym pocieszeniem dla zwolenników zmian związanych z ociepleniem klimatu były niskie opady deszczu i większość kibicowała Wiśle, mając nadzieję, że w końcu wyschnie. Tak się jednak nie stało i wszystko wskazuje na to, że listopad i grudzień nadrobi sytuację i tak zwana susza hydrologiczna odejdzie w zapomnienie.
Wszystkie znaki we wszechświecie, jak i na naszej małej niebieskiej planecie wskazują, że zmiany w klimacie nadchodzą, z tym że nie jest to ocieplenie a wręcz odwrotnie. Wszystko wskazuje na to, że czeka nas kolejna epoka lodowcowa a te, jak wiemy, nawiedzają naszą planetę od czasu do czasu. Jako baczny obserwator przyrody zauważyłem na Żoliborzu pewne niepokojące zjawisko. Z powodu wyżej opisanych zjawisk występujących w przyrodzie zwykłe kwiatki takie jak chociażby bratki nie są w stanie utrzymać się na balkonie od wczesnej wiosny do jesieni. Stąd pora na zmiany i mieszkańcy zaczęli eksperymentować i na balkonach pojawiły się kaktusy.
Kaktus to taka egzotyczna roślinka, która posiada wiele różnorakich zalet. Najważniejszą z nich jest to, że ni przepada za wodą i w okresie suszy niczym wielbłąd gromadzi ją na gorsze czasy w swoim wnętrzu. Od czasu do czasu kwitnie, stąd można uznać, że jest rośliną ozdobną. Jak robi się zimno, to jak niedźwiedź brunatny zapada w sen, budzi się na wiosnę. Kaktusa docenią też hodowcy. Jedni za zawartą w pewnych odmianach meskalinę, która w znaczny sposób rozjaśnia umysł a inni za właściwości zdrowotne, jakie posiada sok z kaktusa. Jednym słowem kaktus to roślinka z przyszłością a czas pokaże, czy się przyjmie na naszych balkonach. Aby do wiosny!









 kopia.jpg)




























