Cud na kościele św. Anny

Na początek warto wspomnieć o różnej maści cudów, z jakimi mamy do czynienia. Najczęściej mamy do czynienia z tak zwanym cudem domniemanym. Jest to taki cud, o którym wszyscy mówią a w tym głównie media i wszyscy widzieli z wyjątkiem tego jednego, co jak by nie wytrzeszczał ślipiów, to nic nie widzi. Nic nie widział, ale dla świętego spokoju przytakuje, że coś widział i dołącza do grupy, którym domniemany cud się objawił. W przypadku takiego cudu możemy też mówić, że jest to cud nadprzyrodzony. Niestety ten cud ma jedną zasadniczą wadę.

Mianowicie sfotografowanie go lub sfilmowanie graniczy z cudem, inaczej mówiąc, jest niemożliwe. Na szczęście mamy jeszcze jeden podgatunek cudu i jest nim cud budowlany. Polega on na tym, że po wybudowaniu coś stoi, co jest zaprzeczeniem praw fizyki obowiązujących na naszej małej niebieskiej planecie. Cud na kościele św. Anny a dokładnie na jego dachu ma właśnie taki charakter. Najprawdopodobniej po remoncie, jaki miał miejsce kilka lat temu jeden z krzyży, został przekręcony i zamiast frontem do Wisły został odwrócony na południowy wschód.

Jest solidnie przymocowany i nie jest podatny na działanie warunków atmosferycznych w tym wiatru, stąd można przypuszczać, że katastrofa budowlana będąca często następstwem cudu budowlanego raczej w tym przypadku nie grozi. Choć jak to bywa z cudami, powstało już kilka teorii spiskowych. Wyznawcy jednej z nich uważają, że krzyż na kościele św. Anny przekręca się o jeden stopień rocznie i jak wykona cztery obroty wokół własnej osi, to nastąpi koniec świata. Zapewne wcześniej będzie kolejny remont kościoła i krzyż zostanie przekręcony do właściwej pozycji, w jakiej znajdował się od ponad czterystu lat.













 kopia.jpg)




















