close

Kto straszy na Woli?



Było to chyba w czwartek albo i w piątek jak wracałem z jakiegoś wesela. Tak jak to bywa z powrotami z wesel, droga się troszkę wydłużyła a z portfela znikła flota i trzeba było na mieszkanie wbijać z buta. Był ciepły letni dzień to tu i tam spragniony człowiek krzepił się po drodze, napojami poprawiającymi nastrój przy okazji rozjaśniając umysł. Nagle stanąłem jak wryty, gdyż zobaczyłem na swojej drodze trzy potwory. Przetarłem wzmacniacz optyczny* i poprawiłem aparat słuchowy, bo czasami ma zwarcie i powoduje szum we łbie. I trochę pomogło. Dwa potwory zniknęły. Został jeden. Zrobiłem krok do przodu, a on stoi, jak stał. Pomyślałem, że to na pewno jakaś sztuczka i te dwa schowały się za tym pierwszym. Zrobiłem w tył na lewo i okrążyłem dziada. Na drugi dzień sprawdziłem trasę, jaką wracałem (Google mi zapisuje w telefonie) i wyszło, że potwór stał w Alei Jerzego Strzałkowskiego na Nowolipkach. Daleko nie miałem, to myślę, zajrzę tam może, jakieś ślady zostawił. Patrzę i co widzę? Stoi dalej jak stał. Zaszedłem go od tyłu i jak podszedłem blisko, to zobaczyłem, że to wystrugane z drewna jest niczym Pinokio jakiś. Odetchnąłem z ulgą, bo już miałem obawy, że jak nie znajdę po potworze śladów, to najwyższa pora będzie się na odwyk zapisać. Co prawda jestem niemalże od urodzenia abstynentem tyle, że niepraktykującym. Potwór a w zasadzie potworek okazał się w sumie ładny i trochę śmieszny. Przypomina nieco Telesfora co to była na niego kiedyś pora w telewizji dla dzieci w czasach PRL-u. Nie mniej jakbym wracał nocą niedopity i gdybym go zobaczył, to jeszcze bym zawału dostał. Opowiedziałem wieczorem chłopakom swoją przygodę, jak na murku zerowaliśmy litra żyta, to mnie pytali, czy i dinozaury były... Oczywiście nikt mi nie uwierzył. Teraz to już sam nie wiem. Może mi się tylko śniło?

 

*okulary

 

Pijanista






Imię / nick
Treść komentarza